Essex - Dualizm, czyli magiczna podróż.




Ta płyta nie trafiła do mnie przypadkiem, chociaż Essex jest mi znany z produkcji z niejakim Luką, którego kiedyś często słuchałam. Bardziej ciekawiło mnie to, czy to co napisał Pan Koisz przypadnie mi do gustu tak jak jego debiutancka powieść z którą sypiam... Gdzieś w przelocie czytam recenzje filmów, które on pisze ale to za mało, chciałam zobaczyć czy będę oczarowana innym światem, który stworzył. Ciekawość mnie wręcz pożerała żywcem, paliła żywym ogień... Pragnęłam przeczytać to co napisał i sprawdzić czy #Yolo to taki szczęśliwy traf w środek tarczy czy coś więcej.


To był błąd?



Błędów w swoim życiu popełniłam sporo. Mam listę rzeczy, których żałuję. Czy powinnam żałować też tego, że sięgnęłam po "Dualizm"? Ciekawość bywa zgubna. Przesłuchałam krążek kilka razy. Na początku "wrzuciłam go" na słuchawki i oddałam się codziennemu rytmowi dnia, wiecie krzątanie się po domu, przestawianie rzeczy z miejsca na miejsce. Ugotowałam obiad, umyłam podłogi, a w moich uszach rozlegały się dźwięki stworzone przez kieleckiego producenta.

O samym producencie wiem niewiele. Z resztą uważam, że jestem już za duża by ślinić się do muzyków i szukać ich na wszelkich portalach społecznościowych, gmerać w ich życiorysach i tak dalej. Interesuje mnie muzyka. Żeby było jasne, to nie jest recenzja. Chce podzielić się z Wami czymś co dobrze robi w głowie. Sam artysta jest ważny ale interesuje mnie to co daje, muzykę, książki, czy obrazy. Znam ksywkę i nie muszę wiedzieć ile ma lat, co je na śniadanie. Ciekawią mnie inne rzeczy, co ma w głowie gdy komponuje, o czym myśli, jak się czuje gdy skończy produkcje. A to co robi jegomość z muzyką, szanuje bardzo. Ostatnio gdy próbowałam zliczyć ile godzin poświęcam na muzykę okazało się, że wypełnia sporą część mojego życia. Słucham namiętnie, poszukując dźwięków, które dostarczą jakiś doznań. Nie nazwałabym tego uzależnieniem, uzależnienia kojarzą mi się z czymś złym, z czymś co niszczy. To raczej obsesja, zdecydowania silniejsza niż moje pragnienie by pisać. Czasem myślę, że składam się z muzyki. Pamiętam jak kiedyś podczas wywiadów trafił mi się chłopak, który kumał moją "jazdę". Słuchając muzyki potrafię sobie ją zobrazować i na odwrót, widząc obraz potrafię go usłyszeć.  Miał tak samo. Wracając jednak do płyty. Kolejne podejście zrobiłam wieczorem leżąc w łóżku, chciałam w pełni skupić się na każdym elemencie. By odpowiednio odebrać muzykę trzeba się wsłuchać, skupić się na niej, nie może być tłem podczas grania w GTA. Trzeba dać się jej porwać. A "Dualizm" porywa od pierwszego brzmienia, w magiczną podróż. W świat nieznany, dziwny. Tak jakbyśmy na chwilę wrócili do początku, takie odrodzenie się na nowo. Jeszcze raz, tylko już bardziej świadomi. Słyszysz etniczne dźwięki, wymieszane z odgłosami natury z domieszkom jakiś demonów. Czujesz błogi spokój, by po chwili przeszył Cię niepokój. Lubię gdy muzyka budzi emocje, gdy nie jest tylko smutna lub wesoła.





Definicji dualizmu nie będę tutaj zamieszczać, poszukajcie sami. Zagłębcie się w temat. Gdzieś w otchłani internetu szukając informacji o płycie, trafiłam na jedno powtarzające się zdanie: "ta płyta ma niesamowity klimat". Gdy mam dość krzyczących raperów, którzy w kółko nawijali o tym jak szmule na nie patrzą, ile to już było i jak bardzo było ciężko, to uciekam w muzykę elektroniczną. Gdzieś w internecie rzucił mi się hasztag #psycho. Tak, coś w tym jest, muzyka jest psychodeliczna. Klimatyczna i niezwykła, słuchając jej doświadczasz czegoś nieziemskiego, jednak ten album to nie tylko muzyka. Jedność z dźwiękami stanowi baśń napisana przez Jakuba Koisza. Chociaż każde osobno też może żyć własnym życiem i nie traci na wartości. O autorze było DUŻO już na moim blogu, więc opis jest zbędny. Już go powinniście dobrze kojarzyć, jeśli nie to natychmiast maszerujcie do postów gdzie jego książka stała się czymś ważnym dla mnie i sprawiła, że dzisiaj dalej dla Was piszę.

Czytając tekst przy muzyce, zaczynasz być coraz bardziej świadomy. Już wiesz, że to nie tylko magiczna podróż, to ważna wyprawa. Ostrzegam, że gdy przeczytacie raz, to będziecie wracać do treści. Nie chce Wam niczego odbierać, ani podawać na tacy. Bajka pełna metafor, nieziemska, o Lisku. Odnalazłam w tych kilku stronach coś czego szukałam od dawna. Znalazłam fragment o sobie. Jeśli poszukujcie ciągle odpowiedzi jak ja, to sięgnijcie i przeczytajcie, posłuchajcie koniecznie. Może do tej pory też zadawaliście sobie nie takie pytania i dlatego nie potrafiliście odnaleźć właściwych odpowiedzi. To zaskakujące, że kilka prostych na pozór zdań może nagle otworzyć oczy. Pokazać to czego chcieliśmy szukać we Wszechświecie lub zwyczajnie nazwać to czego Wy nie potrafiliście.

Grzechem i nagannym przewinieniem byłoby gdybym nie wspomniała o ilustracjach jakie wykonała do tego projektu Oliwia Górzyńska. Grafika nieziemska, idealnie obrazująca klimat nie tylko baśni ale i muzyki. Kolory, postacie, prawdziwa magia. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Patrzysz i wierzysz w to co widzisz, wiesz, że to tak miało wyglądać, że właśnie tak to było.


Więc kolejny raz moja intuicja mnie nie zawiodła. To, że wyciągnęłam rękę po ten projekt było dobrą decyzją. Cieszę się, że postanowiłam sprawdzić twórczość Jakuba, bo dzięki temu poznałam nieziemską muzykę i coś odkryłam. Siebie, trochę bardziej. Poznałam też lepiej Liska. Kroczyłam w raz nim po jasnej i mrocznej stronie wyspy. Cieszę się, że ciekawość tym razem nie okazała się zgubna, a ja nie popełniłam żadnego błędu tylko nauczyłam się przy okazji czegoś nowego. Mam nadzieję, że teraz będzie więcej takich znalezisk w moim życiu, którymi chętnie będę się z Wami dzielić.





"Nie powinienem szukać odpowiedzi, kim byłem albo kim będę, bo o wiele ważniejsze jest - kim jestem teraz". 



Komentarze wyłączone! - chcesz komentować ten wpis zajrzyj do niego na moim nowym adresie - http://podroznaksiezyc.pl

Popularne posty

Koniec bloga...

Urodomania czy Kosmetykomania, która drogeria lepsza...