Kiedyś zrobią o nas film.



Nie wszyscy śledzicie mnie na fejsie, nie wiecie też, że chciałam rzucić pisanie. Usiąść w hamaku i czytać książki, nie istnieć, nie być Dolą. Dlaczego, znowu? To nie pierwsza taka sytuacja przecież, ile razy już chciałam rzucić to w cholerę, nie wiem... Tym razem nie była to ani Wasza wina, ani świata. Moja osobista, skupiłam się tylko na dzieleniu się smutkiem, tym co mnie gryzie aż do szpiku, wkurza, doprowadza do depresji.  Nie mogę przestać, jestem komuś coś winna, muszę pisać. Postanowiłam jednak pod wpływem kogoś napisać historię, opisze losy ludzi, którzy wnieśli coś do mojego życia, są ciepłym wspomnieniem, inspiracją... Poznajcie naszą historię. Kiedyś ktoś zrobi o nas film, pozbiera nasze życiorysy i stworzy na podstawie naszych doświadczeń postacie, napisze scenariusz. Będzie to dramat z komedią w tle, o prawdziwych ludziach, którzy żyją gdzieś w Polsce, mają rodziny, pasje, prace, marzenia i cały bagaż doświadczeń. Tacy młodzi, gniewni, pragnący czegoś więcej. Poszukujący sensu, romantyczni, zbuntowani. Uzależnieni, zagubieni, nie odtwarzający schematów, z lękami, źle śpiący w nocy. Taki dokument pokolenia 20+, dzieci piątku, fejsbukowe wytwory. Ciekawi?
Zostanę główną bohaterką, nie to nie narcyzm. Zwyczajnie coś łączy mnie z resztą postaci, oni nie wiedzą o swoim istnieniu, to oni są w moim życiu. To nie będzie super film o samotnej matce, nie będzie ckliwej historii, że było źle, słabo, a potem zdobyła kosmos. Będzie normalnie, jak w życiu.
Nastolatka zostaje młoda matką, radzi sobie, nie imprezuje, odpowiedzialnie zajmuje się dzieckiem, całkiem odwrotnie niż w filmie Katarzyny Rosłaniec "Baby blues".
Kończy szkołę, zostaje sama, znajduję pracę i tyra na zlecenie, nie zostaje super redaktor naczelną, nie otwiera własnej knajpki, która staje się sławna. Nie wygrywa w totka, nie spotyka też miłości swojego życia. Nie robi nic wielkiego, istnieje zwyczajnie jak Ty. Nuda co? Woleliście by poszła po bandzie, była niezaradna, zła i skończyła najgorzej, skoro już ustaliliśmy, że nie zostanie wielkim człowiekiem. Wiem, że takie historie sprzedają się najlepiej, bo potrzebujecie w swoich zwykłych życiach zobaczyć coś niezwykłego, zobaczyć, że innym się udało, że jest dobrze albo źle.

Ona sobie żyje, coś tam pisze, tworzy, próbuje. Miała normalne dzieciństwo, rodzina, mama, tata, młodszy brat, mała wioska. Wakacje u dziadków. Ma jak każdy kilka smutnych wspomnień i pragnienie by mieć psa. W wieku siedmiu lat wpada pod samochód, nie ginie, nie ląduje na wózku. Zostaje jej kilka blizn na pamiątkę. Jednak w szpitalu poznaje kogoś, o kim nigdy nie zapomni. Trafia na salę z chłopcem o imieniu Kuba, chłopak rok, może dwa lata starszy od niej. Spadł z konia podczas przejażdżki z siostrą. Mały, blady człowiek z owiniętą głową, ona leży z dziwnym aparatem na zębach, który ma uratować jej wybite zęby. Wokół jej nogi druty, na niej opatrunki. dziwna rurka zwana drenem. W jej nodze stal chirurgiczna. Są dzieciakami z chirurgi, leżą w jednej sali, rozmawiają się, śmieją się. Białą pościel, metalowe łóżka, zmartwieni obok rodzice, salowe, zapach lekarstw. Niby nic takiego, ona jednak będzie wracała myślami do tego chłopca. Nie spotka go już nigdy więcej po wyjściu ze szpitala. Gdy dorośnie, będzie się zastanawiać jak potoczyło się jego życie, czy pamięta o niej, czy też myśli o niej, jest ciekawy co u niej, kim jest. Nie znajdzie go na fejsie, nie zna nazwiska, nie pamięta gdzie mieszkał. Ale jest miłym wspomnieniem z tamtego szpitalnego okresu. I pewnie dziś gdyby się spotkali śmialiby się z jej białej sztucznej szczęki, śmiali by się gdyby ona przypomniała mu o sytuacji z pielęgniarką, która przyniosła jej szczoteczkę i pastę do mycia zębów i kazała myć zęby (nie miała wtedy zębów, były wybite, skryte pod białym aparatem z dziwnego tworzywa, by wrosły na swoje miejsce) i z uśmiechem na ustach rzuciłaby do niego:

- szkoda, że jej wtedy nie powiedziałam " Proszę Pani, ale ja że nie mam zębów...".

 Zwyczajna dziewczynka, mała, przesadnie chuda blondynka. Przeprowadza się, poznaje kolegów. Ktoś ją tam w gimnazjum gnębił z powodu jej wydatnych ust, jest przykro, ale radzi sobie z tym. Zero głębokich traum. Gdzieś po drodze chce zostać zakonnicą, potem weterynarzem. Marzy by nauczyć się jeździć konno. Dojrzewa, pierwsze miłości, pierwszy alkohol. Zwyczajne przygody nastolatek. Nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Jakieś ulotne przyjaźnie. Jest bardziej wrażliwa, zbuntowana, taka sarenka z dobrym sercem. Wiele rozumie, dojrzalsza od swoich rówieśników. Ma wrażenie, że ciągle czegoś szuka, że jest jakiś sposób by wyrazić siebie. Pisze wiersze lecz nauczycielka w gimnazjum zabija skutecznie w niej te pasje. Pisze pamiętnik, dorasta. Dziewczyna zostaje mamą, ogarnia temat jakby to powiedzieli moi koledzy. Jakaś tam burzliwa miłość. Zwyczajne życie. Zamyka się w sobie, koleżanki się odwracają, zostaje sama. Skupia się na wychowywaniu syna. Nic specjalnego, nikt nigdy nie napisze o niej artykułu. Nie była chora, nie rozwiodła się, nie straciła dziecka, jest zwyczajna, zbyt zwyczajna.
Kocha muzykę, książki, dobre filmy. Godzinami słucha piosenek, wiecznie chodzi ze słuchawkami. Jest z pokolenia fejsa, dołącza do ekipy dzieciaków, które prowadzą fp o muzyce. Czasem coś tam pisze, dodaje piosenki, dyskutuje, wyraża swoje poglądy i wpada na pomysł, że chce robić wywiady z muzykami, których słucha. Siedzi w domu, ma sporo czasu, postanawia spróbować. Próbuje, uczy się, szuka informacji. Jednym podoba się to co robi, inni to zlewają. Poznaje ludzi, rozmawia. I podczas jednego z wywiadów trafia na dziwnego producenta. (Nie zdradzę Wam jego ksywki czy imienia, mamy wspólnych znajomych. Chce o nim opowiedzieć, ale  zależy mi by chronić jego prywatność. Jestem mu to winna niezależnie na to co się wydarzyło między nami).


Tom (imię zmyślone), rówieśnik naszej bohaterki, rocznik 92, wydawał się mieć poukładane w głowie. Chudy brunet w czerni, z piegami na bladej twarzy, urodą przypominał jej rockmenów z lata dziewięćdziesiątych. Zwykły chłopak z kompleksami, romantyk z pociągiem do alkoholu. Introwertyk z sympatycznie wyglądającą na zdjęciach dziewczyną. Skromny, czytał dobre książki. Dużo palił, często łapał depresje. Lubił samochody, podróże, las i gwiazdy. Muzyk amator, miał wrażliwość artysty, rzadko wrzucał zdjęcia lub cokolwiek udostępniał na swoich internetowych profilach. Był nietypowy. Fan starych polskich filmów i piosenek. Wiódł niespokojne życie gdzieś w małej wiosce pośrodku Polski.

Była zima, styczeń dokładnie. Napisała do niego na fejsie, że chciałaby zrobić z nim wywiad. Lubiła go słychać, jego brzmienie było dziwne, niespokojne. Lubiła grafiki, które dołączał do swoich utworów, trafiały w jej gusta, wybierał do swoich produkcji ciekawych raperów. Siedziała wieczorem w wannie gdy otrzymała odpowiedź od niego. Odczytała i uśmiechnęła się do szklanego ekranu. Zgodził się, był zachwycony propozycją. Ustalili godzinę i dzień. Zaprosił ją do znajomych. Zaakceptowała. Nie był najprzystojniejszy, zwyczajny chłopak. Zgłosiła się wyznaczonego dnia do niego. Zadała pytania, uzyskała odpowiedź, rozmowa odbyła się w sympatycznej atmosferze. Dwa dni po wywiadzie, na ekranie jej telefonie wyskoczyło kółeczko z jego zdjęciem. Napisał do niej. Chciał ją poznać. Poczuła się wyjątkowa. Będzie pisał potem przez kolejne 3 lata. Zostaną przyjaciółmi, ona będzie chciała go uratować, jej będzie wystarczyła świadomość, że istnieje. Będą sporo rozmawiać, on czasem pijany do niej zadzwoni, ona napisze list.

Nazywał ją swoją bratnią duszą, rozumiała go jak nikt inny, tak powtarzał jej wiele razy. Otwierał się przed nią, opowiadał o tym co go boli. Był nieszczęśliwy, często przytulał butelkę. Był jej lekarstwem na całe zło. Uświadomił jej, że jest introwertyczna jak on. Powtarzał jej, że jest silną kobietą, nie dostrzegał chyba jej kruchości. Ona darzyła go szczególną atencją. Uważała go za wyjątkowego mężczyznę, poświęcał jej uwagę. Powtarzał, że jest na prosie, że  czyta dobre książki, słucha ciekawej książki, podobał mu się jej gust filmowy. Podziwiał jej zamiłowanie do tworzenia i refreszingowania staroci. Lubiła gdy pisał jej, że jest piękna gdy dodała nowe zdjęcie na instagramie. Czuła się dzięki niemu wartościowa, potrzebna, kobieco. Czuła się wyróżniona gdy podsyłał jej swoje nowe kawałki i prosił o ocenę, lubiła gdy wysyłał jej zdjęcia i pytał czy się nadają na IG. Była mu potrzebna, poświęcała mu czas i uwagę. Bała mu się narzucać, często mimo ogromnej potrzeby porozmawiania z nim, nie wysyłała do niego wiadomości, czekała. Nie obrażała się gdy znikał bez słowa, nie oczekiwała wyjaśnień, była gdy potrzebował.  Nie było między nimi erotycznego napięcia, byli prawdziwymi przyjaciółmi.
 Była przy nim gdy zakończył swój kilkuletni związek, martwiła się gdy znikał pijąc gdzieś z kumplami, jeszcze bardziej bolało ją gdy pił sam, gdy miał dosyć. Chciała się o niego troszczyć, zaopiekować się nim, chciała by wiedział, że zawsze może na nią liczyć. Chciała karmić go rosołem gdy był chory.  Lubiła go tak po prostu, czuła porozumienie dusz. On mieszkał sam, często miewał dołki, chciała coś dla niego zrobić, okazać mu w jakiś sposób swój szacunek i wsparcie. Dlatego pewnej gwiazdki, by miał jakiś ślad po niej, wysłała mu winyl Krystyny Prońko, wiedziała, że je zbiera, a na nim była piosenka, która go jej przypominało. Jak się okazało, nieświadomie trafiła w dziesiątkę, ta piosenka była również jedną z jego ulubionych. Gdy był załamany i samotny po rozstaniu, zaskoczyła go prezentem w postaci plakatu filmowego z ich ulubionego filmu. W sercu było jej cieplej, tak zwyczajnie gdy mogła coś dla niego zrobić, wyrywało ją to z szarej rutyny, sprawiało radość. Miała nadzieję, że te drobne gesty mają również znaczenie dla niego. Kiedyś sama wspominała, że wpadnie do niego, były to raczej żart, dlatego gdy zaproponował jej spotkanie, była zaskoczona, poczuła, że naprawdę jest dla niego ważna. Niestety bała się, że go rozczaruje, że gdy pozna ją, czar ich więzi zniknie. Był jej inspiracją, nie oczekiwała od niego, wiedział to. Lubił ją tak zwyczajnie. Gdy znowu się zakochał, a jego nowa wybranka raniła jego serce, ponownie poprosił o spotkanie. Wydarzyło się to pół roku później. Był grudzień, słoneczny dzień, jakoś przed świętami, napisał o poranku na messengerze:

- Spotkajmy się
- Spotkamy się
Co Cię napadło?
- Już czas;)
- Mówisz? :)

Ustalili, że odwiedzi ją po świętach. Miała pewność, że chce go zobaczyć, wiedziała, że on tego potrzebuje. Nie dotarł do niej... W święta miał wypadek, niby nic groźnego się nie stało, jednak został bez samochodu. A ona pomyślała, że przynosi pecha. Nie mogła się z tym pogodzić, chyba bardziej potrzebowała tego od niego. Chciałaby pojawił się w jej życiu tak na prawdę, żeby nie był tylko wirtualnym złudzeniem. Lubiła gdy żartował z niej, pamięta, że ciekawa była jakie randki życia robi swoim wybrankom, rzucił wtedy, że  to tajemnice, a potem, że kiedyś ją weźmie i co. Nie było jej do śmiechu, podziwiała go, uwielbiała, był jej bliski. Byli podobni do siebie, przerażało ją to, bała się, że w końcu coś się spierdoli przez to, że tak mocno siebie przypominają.

Miesiąc później, w trzecią rocznicę ich "poznania", pisali ze sobą cały wieczór. Jego znowu piekło serce. Czuł się samotny, nie widział sensu w staraniach o swoją wybrankę. Siedział tego wieczoru w domu i poświęcił jej dużo uwagi.

- Ja już nie mam złudzeń. Czeka mnie samotność. Napisała  do niego.
- mnie też
- To co jakiś pakt z tej okazji?
- to co będziemy razem?
- Na zawsze
- mówisz?

Podrapał jej tym serce. Był jej przyjacielem. Niczego więcej od niego nie oczekiwała. Obiecała mu być zawsze. Mieli być przyjaciółmi. Obiecał jej to wtedy, gdy ona opowiedziała mu o swoim lęku. Bała się, że on zniknie, uspokajał ją, dawał słowo, mówił, że nie rzuca ich na wiatr, zapewniał, że czuje łączącą ich więź.

Kiedyś powiedział jej, że jest jego przyjaciółką, ale boi używać się tego słowa, bo wtedy wszystko się spierdoli. Ona uważała tak samo. Nie spierdoliło się nic, on wszystko spierdolił.
Rozstał się z dziewczyną, napisał do niej, że jest mu źle, że to koniec, że ma dosyć. Że ma zamiar się zapić, że już nic nie będzie. Nie ma sensu. Potem znikł bez słowa, nie spamowała, wiedziała, że potrzebuje odreagować, musi pobyć sam i wróci. Następnego dnia, wieczorem napisała do niego kontrolnie czy jest ok. Wyświetlił nie odpisał, nie drążyła tematu. Widziała, że żyje, to jej wystarczyło. Potem jednak dostrzegła, że jego konto fejsbukowe znikło. Nie ma. Poczuła niepokój, w głowie miała czarne myśli; "a co jeśli skasował swoje konto i naprawdę ze sobą skończył". Rozpłakała się. Nie wiedziała co robić, jego numer był nieaktywny, pewnie znowu rozwalił telefon i zmienił numer. Czuła coraz większy niepokój. Potem pomyślała, że może ją zablokował, zalogowała się na inne konto i wpisała jego dane. Jego konto było w trakcie usuwania, ale było drugi profil pod wpisanym hasłem w wyszukiwarce, z jego zdjęciem z instagrama. Postanowiła je sprawdzić, poczuła ból... Miał nowy profil, miał znajomych, miał w znajomych młode dupy, miał raperków, miał dodane na tablicy piosenki i oznaczenie, że jest w związku z nią...  Nie rozumiała dlaczego nie napisał chociaż słowa, że ma jej dosyć, cokolwiek. Wyłączyła fejsa, próbowała zasnąć. Nie mogła, zaczepiła na messengerze kogoś kto czuła, że ją zrozumie.  Ciekawi Was jak się skończyła ta historia?
Nasza bohaterka, otrzymuje zaproszenie od Toma, po kilku dniach. Przyjęła zaproszenie. Nie było nic więcej, żadnego wyjaśnienia nic. W niedzielę spacerując z telefonem wśród tłumu ludzi, przypadkiem wysłała do niego jakąś naklejkę, niepotrzebne gówno. Napisała, że sorry, że przypadek wyjaśniła. Nie odpowiedział, wrócił jakiś czas później, bo znowu coś nie grało... Wysłuchała jak zawsze, podzieliła się też tym co ostatnio przeżyła przez niego, był nieporuszony. Ich wymiana zdań szybko się skończyła. Niby było okej... Do dnia gdy ona potrzebowała pogadać, opowiedzieć mu historyjkę, odpisał po kilku godzinach, pił... Nie było u niego okej, ale to już nie był jej Tom, rozmawiała z kimś kto wydawał się obcy. Nie było w nim troski, nie było wyrozumiałości, którą tak bardzo u niego lubiła.  Usunął ją ze znajomych, ona została z pustką...
Myślę, że ta znajomość nie miałaby znaczenia jeśli nie skończyłaby się teraz. Ta historia musiała umrzeć w taki sposób. To takie oczywiste. Bohaterowie wciąż żyją, może jeszcze kiedyś razem będą lizali swoje rany... Mam nadzieję, że będę mogła napisać dla Was inne zakończenie tej opowiastki.


Postanowiłam, że podzielę ten post na dwie części, kto wie może będą nawet trzy, by było to bardziej przejrzyste. Dawno nie pisałam z takim zapałem i zaangażowaniem, mam nadzieję, że docenicie to co dla Was przygotowałam i już z niecierpliwością czekacie na kontynuację? W końcu nie oceniam, nie krytykuje, musicie przyznać, że dziś Was zaskoczyłam, co? Koniecznie dajcie znać czy też myślicie, że moglibyście kogoś zainspirować do stworzenia czegoś?










Komentarze

Popularne posty

Koniec bloga...

Urodomania czy Kosmetykomania, która drogeria lepsza...