Liczy się dupa, nie dusza.



Podryw przez portal społecznościowy to już norma. Taki zwyczaj pokolenia 20+. Działa to tak; gość ogląda twoje zdjęcie profilowe i jeśli wyglądasz na nim ładnie facet wysyła ci wiadomość na messengera. Czasem najpierw wysyła zaproszenie do znajomych.



Nie ma w tym romantyzmu. A facet, który tak podrywa przeważnie w realu walczy z kompleksami albo jest zwyczajnie nieśmiały i nie zagada do panny w normalny sposób. Są też zboczeńcy...


Rzadko udzielam się komentując cokolwiek na fejsie czy instagramie. Jednak gdy tak się zdarzy owocuje to przeważnie dziwną wiadomością w mojej skrzynce. Raz jakiś dziewiętnastolatek napisał do mnie z zapytaniem: "dlaczego mam takie smutne oczy?". Nie pamiętam co mu odpowiedziałam.  On za to opowiedział mi o swojej przygodzie z narkotykami...



Należę do wielu grup na fejsie, ze względu na zainteresowanie refreszingiem, perłami z prl'u czy winylami. Jestem członkiem nawet w towarzystwie zajmującej się tworzeniem różności z drewna. Kilka dni temu polubiłam post, gdzie człowiek posiadający dziwny obrazek zamiast normalnego zdjęcia profilowanego wyśmiewał głupotę innych pytających ciągle co mogą zrobić z kawałka gałęzi. Jestem krytyczna, zgadzałam się z jego poglądami więc polubiłam post...

Po jakimś czasie spostrzegłam, że w folderze "inne", mam nową wiadomość.
M. napisał.;
Hej.
Dzięki za like.

Wyświetliłam. Nie odpisałam. Po chwili przyszła następna; "Jesteś". Postanowiłam z grzeczności odpowiedzieć, że nie ma za co. W końcu to tylko like. TYLKO! Nie wiedziałam jednak o co chodzi. Czy zrobił jakiś mebel, który zachwycił mnie swoją estetyką czy coś innego co trafiło w mój gust. Zapytałam więc z ciekawością, o to co polubiłam. Dowiedziałam się, że to był post, o którym już wspomniałam. Zamieniliśmy zdanie na ten temat. Od samego początku czułam, że to tylko tani pretekst. Mężczyzna zapytał czy mam czas i czy chciałabym pogadać. Odebrałam to jaki błaganie o chwilę uwagi. Często przytrafiają mi się sytuację gdy ktoś szuka u mnie zrozumienia lub jest po prostu samotny i potrzebuje wparcia. Trwa to od kilku lat. Ktoś gdzieś w czeluści i Internetu mnie znajduje, a potem zwierza mi się. I tak kilka tygodni pisałam z chłopakiem, którego pies chorował, a on był takim luzakiem w swoim towarzystwie, więc nie mógł kolegom pokazać, że martwi się o swojego stwora. Więc opowiadał mi o tym wszystkim. Był mi go żal,  naprawdę cierpiał i to nie tylko z powodu zwierzęcia. Było też rodzeństwo, które wychowywała babcia, bo zostali porzuceni przez rodziców, którzy wybrali alkohol. Opowiadali o tym jak przez biedę nie mogą odnaleźć się wśród rówieśników. Potrzebowali zapewnienia, że kiedyś będzie lepiej. Takich ludzi było wiele i ich historie były przeróżne. Starałam się nie wczuwać ale mam miękkie serce. Taki ekshibicjonizm mnie przeraża. Ale jeśli ktoś wybiera właśnie mnie to czuję się w obowiązku by poświęcić mu chwilę uwagi. Sama jednak rzadko pozwalam sobie na wyjawianie fikcyjnym stworom swoich sekretów. Chociaż bywają tak barwne postacie, że chcesz by twoja historia zachęciła ich do rozwinięcia znajomości z tobą.

Wróćmy jednak do internetowych podrywaczy. M. przedstawił się jako współczesny wojownik. Jak sam napisał, uważa, że ma jaja. Nie lubię takich gości, ponieważ reklamy często są zwyczajną ściemą Zaznaczył, że nigdy nie udaje. Moją głowę nawiedziła myśl, że trafił mi się kolejny popapraniec z przerostem ego. Wiecie taki jaskiniowiec, który uważa, że kobiety są głupie a ich miejsce jest  w kuchni. Nie wiem dlaczego takie typy jeszcze nie wyginęły?


I nadszedł moment, na który czekałam. Od samego początku...
 M. rzuca, że fajne mam zdjęcie ustawione na profilowym... W międzyczasie ujawnia, że pracuje, zarabia i tak dalej. Ogłoszenie matrymonialne mające ściągnąć księżniczkę. Książę jednak pomylił bajki. Ale jak na wojownika przystało nie poddawał się, przesłał dwa swoje portrety.  Na jednej rozłożony na łóżku z zarostem czekający na łatwą zdobycz. Drugie już bez zarostu. Po prostu na czole miał wypisane: "mała, trafił Ci się król, nie bądź głupia".  Dowiedziałam się, że ma 34 lata. Poprosił o moje zdjęcie, więc wysłałam, te które widzicie wszyscy po lewej stronie udostępniane przeze mnie na Instagramie. Posypały się komplementy. Koleś nie trafił, gdyby od początku nie uznał mnie za głupią gąskę pewnie by dostrzegł, że jedyne miłe rzeczy, które lubię słuchać to te dotyczące moich prac albo mojego gustu jeśli chodzi o filmy, muzykę czy książki. Poprosiłam by pokazał swoje prace skoro jest najlepszy w tworzeniu z drewna. Przysłał pracującego siebie, kilka płyt polakierowanych na wysoki połysk i audi... Nie poleciałam na kasę to może jestem blacharą i zaciekawię się nim bardziej gdy zobaczę samochód?  Podirytowana z lekka, poprosiłam by wybrał w końcu temat do dyskusji, zachwalał się, że wiele widzi, zna wielu ludzi i ma dużo ciekawego do opowiedzenia.

Z czym się wyrwał? A postanowił mnie poinformować, że dotknąłby tego co jest na moich zdjęciach. Starałam się wyjaśnić facetowi, że temat sexu mnie nie interesuje, bo od tego nie zaczynam znajomości. To temat, którego zwyczajnie nie porusza się z obcymi, to intymność więc nie ujawnia się nieznajomym. Heloł... Uraziłam ego misiaczka. Potem słowo "sex" padło jeszcze kilka razy chociaż nie miało. Finalny moment przyszedł gdy poinformowałam
mojego rozmówcę, że taki ekshibicjonizm internetowy mnie nie kręci. Nie rozumiał. Uznał, że mówię o seksie. Wiecie, że jest takim panem w płaszczu, który w parkach się obnaża. Zirytowany oznajmił mi, że on taki nie jest, że co ja sobie myślę. Jak w ogóle mogłam tak pomyśleć. Przecież on nie jest z tych co ślinią się do monitora i wiecie... No pewnie, że nie, zwyczajny samotnik po trzydziestce, który szuka przygód na portalach.  Trochę żałosne jak się obraz pozbiera w całość. I smutne też.

 I gdy zwyczajnie napisałam "dobranoc", ponieważ miałam zamiar iść spać. Może gdyby był interesujący to mógłby mnie wyrwać o trzeciej nad ranem ze snu za pomocą dźwięku z messengera, pewnie siedziałabym z nim i dyskutowała na ciekawy temat. Koleś się wkurzył, pokazał, że ma focha jak pięciolatki, którym odmówiono deseru przed obiadem. Jednak był słodki gdy na pytanie jakiej muzyki słucha odpowiedział "hip - hopu"...

Internet pozbawił nas nieśmiałości tego uroczego wstydu. Sprawił, że zamieniamy się w zwierzęta, nie obchodzi nas czy ktoś patrzy. Żyjemy w necie, musimy się obrażać by czuć, że istniejemy. Spoko jeśli to tylko narzędzie do komunikacji ze znajomymi. Ale jeśli ktoś od tak obcym ludziom zdradza wszystko, to już nie dla mnie. Ja mimo wszystko nie ufam, staram się być ostrożna jeśli chodzi o internetowe znajomości. Jednak czasem robi się wyjątki. Ktoś chce dowiedzieć się co masz w głowie, chociaż do tej pory unikał poznawania historii obcych ludzi. Jest taka nic porozumienia, że możesz gadać o wszystkim i to nie tylko przez komunikator ale w realu też mogłabyś wypić z nim herbatę i opowiedzieć kawałek swojej historii.
W dodatku przez ten cały wirtualny świat najważniejszą rzeczą stała się dupa. Musi być fajna. Duszy już nikt nie szuka. A fajnie jest gdy ktoś pomimo dekoltu bardziej interesuje się tym co czytasz...

Komentarze

Popularne posty

Koniec bloga...

Urodomania czy Kosmetykomania, która drogeria lepsza...