Nie potrafię być blogerem.



Zaskoczył Was tytuł? Zastanawiacie się co ja w ogóle tu robię? Spokojnie, ja też. Od zawsze chciałam pisać. Lubiłam przelewać myśli na papier, próbowałam wszystkiego, nawet poezji. Malarstwa, lepienia z gliny, śpiewu, tańca. Jednak zawsze wracałam do słowa pisanego. Tylko tak najlepiej wyrażałam siebie.




Nie czuję się blogerką

Pytają się czym się zajmuje. Pracuje, wychowuje syna, piszę bloga - odpowiadam. W skrócie jestem blogerką.  I jaram się tym co robię, mogę pisać o wszystkim, dzielić się z Wami przepisami na moje ulubione ciasto, pokazać Wam jak zrobić różowy rower w tylu vintage. Lubię dzielić się swoimi emocjami czy obserwacjami. Nawet nie wiecie jak często korzystam z internetowych nauk, jak poprawnie i ciekawie pisać, bo chyba bardziej chciałabym być pisarzem niż blogerką. Ostatnio ktoś kazał mi pracować ze słownikiem synonimów. Rada, którą wzięłam sobie do serca. Gdzieś tam od samego początku marzyłam by kiedyś napisać książkę. Teraz "jutubery" i "blogery" co chwilę coś wydają. A żeby dobrze pisać trzeba pisać. Więc tak robię, próbuję różnych form; wywiady, felietony, opowiadania. Chce pisać, nie chodzi mi o sławę. Nie chce fejmu, nie musi mnie znać cały internetowy świat, nawet ci z blogosfery nie muszą o mnie wiedzieć. Ważne, ze dotarłeś tu Ty, czytelniku.



Blogerki, kojarzą mi się z modą i urodą

Gdzie się nie obejrzysz tam blogerka modowa, urodowa, bo to takie łatwe i fajne, no i fejm łatwiej zdobyć. Internet jest pełen blogów gdzie znajdziecie post, a w nim głównym bohaterem jest kredka do oczu... Posty nie są długie i są w sumie spoko, bo dzięki nim mogę dowiedzieć się czegoś o danym kosmetyku. Ale nawet o kredce do oczu czy butach wypadałoby napisać coś atrakcyjnego. Ja nie chce być taką blogerką, ja chciałabym pisać tak, żebyście szukali moich tekstów i pijąc poranną kawę, delektowali się treścią. Nawet tą niełatwą.


Nie umiem bawić się w blogera.

Olewam wszelkie zasady. Nie mam parcia na to by istnieć w tym sztucznym świecie ikonek i emotek. Więc nie będę pisała przynajmniej dwóch postów tygodniowo, ani nawet jednego jeśli nie czuję potrzeby się czymś z Wami podzielić. Nie będę też istnieć na siłę w social mediach, bo przecież blogery to muszą istnieć. Próbowałam wrzucać na IG fotki z opisem "Hej Kochani, co tam u Was? Ja właśnie zjadłam śniadanko. Pracowity dzień przede mną.". Sorry, to nie dla mnie. Sztuczne to tak samo jak plastikowe kwiaty. Więc nie liczcie, że stanę się fejmem, chce być sobą. I gdy tylko będę miała ochotę to znowu sobie zniknę z internetów na kilka tygodni. Nie chce być więźniem. Blog nie ma być moją pracą, ma być moją pasją.

Jedyne co z blogowego świata mnie interesuje to szkolenia. Stwierdziłam, że żeby się rozwijać zacznę bywać na tego typu imprezach. Po to by zyskać wiedzę i móc iść do przodu. Chyba, że będą mi tam dawali złote rady w stylu "musisz wrzucać więcej zdjęć", to ucieknę... A może zapiszę się na warsztaty z pisania. Własna domena podobno by się przydała, no ja nie wiem. Póki co i wygląd i wszystko mi odpowiada. Nie lubię blogów gdzie coś mi skacze, lata i się przesuwa. Chce widzieć twarz autora i kilka sów o nim, jego media społecznościowe lubię mieć pod ręką by móc zostać z nim na dłużej jeśli mi się spodoba to co robi. ale jestem zbuntowana... Może kiedyś uznam, że moje dzisiejsze postanowienia są śmieszne, że pilnie potrzebuje własnej domeny, wtedy to zmienię. Póki co chce uczyć się pisać.

Nie umiem też opowiedzieć Wam o sobie, o swoich przejściach. Nie będę też pisała o trudach samotnego macierzyństwa i tak dalej. Czułabym się wtedy jakbym sprzedała siebie i prywatność mojego syna. Więc nie będę robiła fejmu na dziecko, bo nie oszukujmy się urocze dzieci wzbudzają zainteresowanie. Ale spoko jak ktoś lubi i czuję się z tym dobrze, nie hejtuje. Ja nie chce wyciskać u Was łez czy współczucia. Nie wyobrażam sobie by tu ktoś żył ze mną moim życiem, jak widzę niektórych blogerów zachowujących się jak celebryci, to myślę spoko, może mają za to duży hajs i nie czują się źle z tym, że oddają siebie obcym ludziom. Mi byłoby źle. Nie liczę na blogoprzyjaźnie i inne takie, chociaż poznałam grupkę fajnych ludzi. No ale nie klepiemy się po pleckach, każdy wędruje własną ścieżką i to są takie osoby, z którymi chce poznać się w realu. I w końcu się spotkamy, napijemy wina i będziemy rozmawiać do rana.


Wolę życie zwykłe. szare. realne to prawdziwe. Lubię napić się kawy ze znajomą, posłuchać o tym ile tej nocy spało jej dziecko. Lubię iść  z nimi na spacer, wyskoczyć razem gdzieś. Być z nimi, cieszyć się gdy oni są ze mną. Lubię gdy na spontanie zbieramy się i razem coś organizujemy. Jednak wciąż brakuje mi tu kogoś kto wpadłby na herbatę i opowiadał mi przez pół wieczoru o jakiś filmie, który poruszył go tak bardzo jak mnie książka... Lubię założyć wygodne buty i spacerować po lesie.


Internetowe życie mnie męczy, nie wczuwam się w to czy ktoś mi odp. czy nie. Może po prostu nie nadaję się na blogerkę?


Co u mnie? Jestem ruda!

Komentarze

Popularne posty

Koniec bloga...

Urodomania czy Kosmetykomania, która drogeria lepsza...