Nie chcę przeminąć bezgłośnie...



Środa, dzień jak każdy inny. Pobudka, toaleta, kubek mleka i kanapka, marsz do szkoły, dyskusją z moim synem, na temat rekinów, zakupy, śniadanie... Odpaliłam Simpsonów na laptopie, zaczęłam prasować i patrząc na znikającą parę zrozumiałam, ból przemijania. Zrozumiałam dlaczego podjęłam takie, a nie inne decyzje. Nie boję się przeminąć, boję się, że przeminę bezgłośnie, że żadne echo nawet po mnie nie zostanie...


Nie boję się starości, a fakt, że kiedyś ta wędrówka jaką jest życie się skończy daje mi wewnętrzny spokój. Oby trwała jak najdłużej. Jedną z rzeczy, która często powraca do mnie w myślach i budzi lęk jest to, że przeminę, skończę się  i nic po mnie nie zostanie. Umrę i nie martwi mnie to co ze mną będzie potem, tylko to, że świat o mnie zapomni. Nie chce być jak ta para tylko przez chwilę i nic nie znaczyć, zniknąć i KONIEC. Chciałabym znaleźć sens życia, zrozumieć co jest ważne.


Czasem myślę, że powinnam napisać książkę, ze byłaby śladem po mnie. Blog przecież kiedyś zaginie w czeluściach internetu. Może mogłabym namalować obraz... Gdy byłam małą dziewczynką myślałam o tym, że jak dorosnę to zbawię świat, potem dojrzałam i poznałam ludzi. Nie ma dla nas ratunku. Wszyscy razem stoimy na wielkim dachu świata i czekamy tylko by nas coś zepchnęło i lecimy na beton. Żyjemy tak bardzo bez sensu. Praca, dom, rodzina. Żyjemy według schematów, które mi nie pasują. Nie mówię, że nie chce pracować ale chciałabym czegoś więcej w życiu niż za jedne słuszny cel mieć coraz więcej. Co mi da, że się wzbogacę, czasu przecież nie kupię...

Syn kiedyś zapytał mnie: "czy miłość jest sensem życia?". I póki go nie było, chciałam by ktoś mnie pokochał, chciałabym być dla kogoś ważna. Przecież wtedy moje istnienie miałoby znaczenie. Dziś do związków podchodzę inaczej.Wiem już czego chce, o tym kiedy indziej. W końcu jest "on" i moje życie ma znaczenie, jednak czuje, że jeszcze coś chciałabym zrobić.  Nie chce też być skandalistką, robić sztucznego hałasu wokół siebie, Nie takie wartości mną kierują, nie chce być gwiazdą jednej nocy. Czasem oglądając durne filmiki przesłane przez znajomych, które ewidentnie były robione dla fejmu, zastanawiam się czy chcieli w ten sposób wygrać dla siebie 5 minut sławy, są tacy głupi, czy chcieli zaistnieć by nie przeminąć w ciszy? Przecież robiąc głupotę coś nami kieruje. Czy to wszystko nas tak przygniata, że wpadamy w depresję, zamykamy się w sobie i wpadamy w różne uzależnienia?

Bardzo lubię rozmawiać ze starszymi ludźmi, takimi, którzy przeszli już szmat tego życia. Nauczyło ich cierpliwości i pokory, chłonę każde słowo i nawet jak odejdą to zostanie po nich historia, którą mi opowiedzieli. Czasem siadam sobie i wspominam ludzi, którzy już nie są obecni w moim życiu, przypominam rzeczy, które mi opowiedzieli albo co razem robiliśmy. I tak na przykład słodkie bezy kojarzą mi się ze starszym panem, był zrzędą, miałam max 10 lat, gdy jego żona wyjeżdżała ja zostawałam z nim by mieć na niego oko, był schorowany. Dziadek miał cukrzycę, więc nie wolno było mu przesadzać z cukrem. Więc ja zjadałam bezy, bo mówił, że inaczej on je zje i będzie niedobrze. Ten szantaż działał. Kocham ciastka, no i wcinałam, a on opowiadał mi o życiu. Nie przeminął, wciąż go pamiętam. Też chciałabym kiedyś mieć coś mądrego i ciekawego do powiedzenia. Chciałabym by ktoś mnie wysłuchał i zapamiętał. Ale osoby, które darzę zaufaniem są daleko. Dlatego wymyśliłam 3 lata temu pewien sposób. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, postanowiłam trzem znajomym zrobić niespodzianki, wszystkich poznałam przez wywiady. okazało się, że nadajemy na tych samych falach. Więc wysłałam im coś od siebie, grafikę, książkę, winyl... I nie chodzi o rzeczy tylko o sam czyn. Ten od grafiki do dziś ze mną pisuje, czasem pogadamy przez telefon, kto wie może w tym roku w końcu się spotkamy.Ten od książki zrozumiał o co chodzi i postanowił zadzwonić, trochę pogadaliśmy, ale nasze drogi się rozeszły chociaż życzenia na fejsie sobie składamy. Hmm, ten trzeci stał się jedną z najważniejszych osób w moim życiu, wiem, że jeśli przeminę, to będzie o mnie pamiętał. I tak stworzyłam tradycję, kontynuuję ją dzięki niemu. I nie chodzi o przedmiot tylko o to, że coś dla niego zrobiłam, chociaż pewnie gdy będzie już starym człowiekiem, będzie siadał w wygodnym fotelu ze szklanką dobrej whisky i spojrzy na ścianę gdzie będzie wisiał plakat, który mu podarowałam i przypomni sobie, że kiedyś istniałam. I tylko żal wtedy będzie, że nigdy razem nie piliśmy wódki...




"Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy suknie zapomną o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojej śmierci - zapomną. Nie łudźmy się, przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc" - Halina Poświatowska





Komentarze wyłączone! - chcesz komentować ten wpis zajrzyj do niego na moim nowym adresie - http://podroznaksiezyc.pl

Popularne posty

Koniec bloga...

Urodomania czy Kosmetykomania, która drogeria lepsza...