To pech czy szczęście?




Miewacie często wypadki? Ja dość często, przywykłam. Nie byłabym sobą, gdybym od czasu do czasu nie nawywijała. Dola już tak ma... W poniedziałek po kolejnym wypadku, zaczęłam się zastanawiać czy jestem pechowcem. A może trzeba na to patrzeć pod innym kątem, który pokazuje, że jestem szczęściarą?



W miniony poniedziałek chciałam pomóc rodzicielce zanim udam się do szkoły na zebranie. Jak wiadomo lepiej uważać co się robi, a nie się spieszyć... Ale nie miałam zbyt dużo czasu. No i nawywijałam. Oszczędzę Wam drastycznych szczegółów. Pomaganie skończyło się pechowo, coś (nie coś tylko coś wielkiego, ale jak napiszę co, to wiele osób może zasłabnąć) wbiło mi się w stopę i ją rozcięło. Na szczęście rana nie jest bardzo głęboka i obyło się bez szycia. Sprawa jednak wygląda poważnie, nie mogę chodzić, znaczy mogę, ale stopa tak bardzo boli, że nie jestem wstanie wystać czy przejść dłuższego odcinka. Przywykłam do widoku krwi i do tego, że co jakiś czas coś sobie zrobię dlatego już nie panikuję gdy coś się dzieje. Przywykłam też do znieczulicy lekarzy, zawsze spotykam się z podejściem takim, że czuję się jakby z łaski mnie przyjmowali. A może myślą sobie: "o nie to znowu ona".  Dlatego współczuję wszystkim tym, którzy muszą często odwiedzać lekarzy.


Z uwagi na to, że muszę leżeć mam sporo czasu na myślenie. I zaczęłam robić bilans.
Pech czy szczęście? Doszłam do wniosku, że chyba jestem pechową szczęściarą. Weźmy np. taką sytuację miała miejsce z 3 lata temu, przechodziłam na pasach z synem, on siedział w wózku, mieliśmy zielone, wszyscy przechodzili, niestety jakiś kierowca, podszedł do sprawy niepoważnie, jechał zbyt szybko i nawet nie wiedział, że ma czerwone, szczęśliwie jednak zdążył wyhamować dosłownie o krok przede mną. Innym razem na tym samym przejściu w ostatniej chwili wskoczyłam na chodnik, bo inny kierowca miał sobie za nic czerwone światło.

Za dzieciaka poparzyłam sobie poważnie brzuch, poparzenie było koszmarne. Nie została nawet blizna. Potrącił mnie samochód, przeżyłam, chodzę... Gdy złamałam rękę w przedszkolu źle mi ją poskładali i założyli zbyt ciasno gips. W ostatniej chwili jak to mówił lekarz przyjechałam, bo inaczej odcinałby mi rękę. Serio tak mi powiedział, miałam może z 5 -6 lat wtedy! Mam trochę blizn na ciele, ale uważam, że w tym całym pechu mam szczęście, mam nadzieję, że tak zostanie. Mogłabym o moich wypadkach opowiadać jeszcze długo... Ale gdy zaczęłam głębiej analizować czy to pech czy szczęście trafiłam na cytat:


"Jak Cię prześladuje pech, to nawet kiedy wstajesz, żeby zatańczyć, orkiestra akurat idzie srać."
Waldemar Łysiak



 I biorąc pod lupę swoje życie i przygody, mogę się obiema dłońmi podpisać pod tym cytatem ;) 




Uważajcie na siebie!






Komentarze wyłączone! - chcesz komentować ten wpis zajrzyj do niego na moim nowym adresie - http://podroznaksiezyc.pl

Popularne posty

Koniec bloga...

Urodomania czy Kosmetykomania, która drogeria lepsza...