Rok listów...


Przychodzę podzielić się w tym wpisie z Wami czymś magicznym, czymś co uwielbiam. Sprawia mi to ogromną radość i może uda mi się też Was tym zarazić.







O listach już pisałam w zeszłym roku, dlaczego więc wracam do tego tematu? A to dlatego, że dziś mam rocznicę... Dokładnie rok temu zaczęła się moja listowa znajomość z niezwykłym dżentelmenem. Mam nadzieję, że będzie trwać nieprzerwanie!


Poznałam go na pewnej grupie, na fejsie. Jako, że na moje ogłoszenie odpowiedziało kilka osób, ale listy nie przychodziły dalej obserwowałam grupę by znaleźć kogoś interesującego. Pamiętam to jak dziś, był już późny wieczór, Otrzymałam powiadomienie o nowym wpisie, zerknęłam na ogłoszenie i prócz jednej jedynej rzeczy, o której ewentualnie moglibyśmy pogadać nic nas więcej nie łączyło. Mimo to się głosiłam, zostawił swój adres.  Zrobił tak dobre wrażenie na mnie, że jeszcze tej samej nocy postanowiłam napisać do niego list... Rankiem pośpiesznie go wysłałam.



Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak podekscytowana jak wtedy... Naprawdę. Koperta jaką znalazłam była cudowna, zapieczętowana. Coś niezwykłego, zwłaszcza dla romantyczki.


Zaiskrzyło po pierwszych listach, ponieważ piszemy do dziś. Uwielbiam mojego korespondenta, za poczucie humoru, za romantyzm... Uwielbiam jego styl, osobowość. Czekam niecierpliwie na każdy list i co fajniejsze, że mimo tak wielu różnic potrafimy znaleźć wspólny język. I ta fascynacja jest odwzajemniona.


Nie wyobrażam sobie, by teraz nagle miał zniknąć z mojego życia. Nie zgadzam się protestuję! 
To niesamowita przygoda, totalne oderwanie się od codzienności. Niby piszemy o tym co u nas słychać, ale ma to wszystko inny smak, jest jakby lepiej doprawione. Skłaniamy się wzajemnie do refleksji, zaskakujemy się, to prawdziwa magia.


Siadasz na hamaku, w wannie, w nocy w łóżku i czytasz...  I zastanawiasz się jak w dłoni układał długopis, czy uśmiechał się pisząc, czy może miał minę poważną, co miał na sobie i czy patrzył przez okno, a może na ściany... Dla wielu to może wydać się błahe, dla mnie to piękne i jakie intymne. Trzymać w dłoniach kartki, po których błądziły jego ręce.. Czyż to nie piękniejszy sposób komunikacji niż za pomocą telefonu, komputera, który jest taki zwyczajny.

Mogę się przed nim otworzyć, wiem, że nie będzie oceniał, że zrozumie. Im więcej pisze o sobie tym lepiej poznaje siebie... Te rozmowy są o tyle lepsze niż na czacie czy gdzieś w 4 oczy w przelocie, że często poruszamy naprawdę trudne tematy. Nie da się tego od tak opisać. Tego trzeba spróbować. Znaleźć kogoś, kto sprawi, że będziemy chcieli poznawać nie tylko nieznajomego, który czeka na list od nas, ale także dowiedzieć się też czegoś o sobie.

To nie żaden wyścig, nie ważne czy napiszesz kilka stron, czy jedną. Nie ważne o czym, ważne, że ktoś to przeczyta i będzie chciał zrozumieć.


Każdemu polecam taką przygodę. To niesamowite ile kartka papieru  dostarczyć radości... Jaką ma w sobie niezwykłą siłę. Jakich wspaniałych ludzi można poznać, poznać tak naprawdę. Bo tu nie ma mowy o stereotypach, szufladkowaniu...Tu poznaje się człowieka, takim jaki on się czuje, nie takim jak go widać, czy jak inni myślą.





Komentarze wyłączone! - chcesz komentować ten wpis zajrzyj do niego na moim nowym adresie - http://podroznaksiezyc.pl

Popularne posty

Koniec bloga...

Urodomania czy Kosmetykomania, która drogeria lepsza...