Koszmar o przyjaźni.



Miałam dzisiejszej nocy sen, a ściślej mówiąc koszmar. W tytule zdradziłam Wam czego dotyczył. Myślicie sobie, że jestem dziwna skoro sen o przyjaźni uważam za koszmar. To była totalna abstrakcja, przerażająca wizja... Czy opowiem Wam go całego?


Nie, bo nie znacie ani osób, które wystąpiły w moim śnie, anie nie jestem wstanie opisać tamtego świata, który tam był... Nie ważne jest co się śniło, ważny jest sens, właśnie ten sen skłonił mnie by napisać to co dziś przeczytacie.

Jak wiecie mam artystyczną duszę, staram się patrzeć na wszystko inaczej. Czasem moja wrażliwość mnie przeraża... I to pewnie dlatego mam takie niestandardowe sny, by nie powiedzieć, że dziwaczne lub szalone...

Uważam się za romantyczkę i wierzę w przyjaźń, ale chyba nic mnie tak nie przeraża jak wypowiedzenie następujących słów "jestem Twoją przyjaciółką"... Relacje międzyludzkie to jedna z najbardziej skomplikowanych rzeczy na świecie nikt tego nie ogarnie, bo jesteśmy zbyt różni, nie można zastosować żadnej regułki czy szablonu, nie ma wzoru, który pomógłby obliczyć kto jest wart naszej przyjaźni.  A może zbyt dużo oczekujemy od przyjaciół? Może chcemy ich sobie przywłaszczyć i dlatego dziś tak mało mówi się o przyjaźni.

Ale wróćmy do słów, które mnie tak przerażają. Dlaczego boję się mówić do kogoś przyjacielu?
Bo te słowa dużo dla mnie znaczą, mają ogromną wartość i do tej pory ludzie, których tak nazywałam znikali... Przepadali. Wypowiedzenie tych słów oznacza obietnicę, że będzie się zawsze, by pomóc, by wysłuchać, że po prostu będziemy, że nigdy nie odwrócimy się od naszego przyjaciela gdy będzie w potrzebie.

Podobno istnieją przyjaźnie zawiązane od dzieciństwa, bo przetrwały próbę czasu, podobno bratnią duszę można spotkać wszędzie... Podobno dwie kobiety mogą się przyjaźnić... Serio? Prędzej uwierzę w przyjaźń damsko-męską, niż w przyjaźń dwóch kobiet. Nie pytajcie dlaczego. Po prostu doświadczenie życiowe sprawiło, że nie wierzę w "przyjaciółki".  Prędzej facet poda mi bezinteresownie pomocną dłoń...

Miałam kiedyś przyjaciela, tak mi się przynajmniej wydawało. Mówiłam mu o wszystkim, on mi trochę mniej. Częściej dawał mi kopniaki niż się o mnie troszczył. Czasem pozwalał  nawet bym ja troszczyła się o niego. Dużo przeszliśmy przez wiele wspólnych lat, można powiedzieć, że byliśmy jak rodzina. Ale raz doszło do wybuchu (inaczej nie da się tego określić). I coś się skończyło, urwało, zerwało, znikło....
Gdy kurz potem opadł napisał mi, że " jednak nadal możemy być przyjaciółmi"... Ale łaskawca, no nie?
Od tego czasu moje podejście do przyjaźni się zaczęło się zmieniać. Kolejnym traumatycznym zdarzeniem było to gdy ktoś obiecał mi przyjaźń, nazwał bratnią duszą, a potem w kilka dni odleciał rakietą na księżyc tak na zawsze, (tak na serio to po prostu mnie olał, zapomniał o mnie, ale to z rakietą jest efektowniejsze). Po tym incydencie zrozumiałam, że moje przyjaźnie polegały bardziej na tym, że ja byłam przyjaciółką, wysłuchiwałam tajemnic, zwierzeń, podnosiłam na duchu, a gdy sama chciałam się wygadać najczęściej było "teraz nie mam czasu, muszę coś załatwić", tak było, jest, ale nie będzie.

Nie umiem już ufać, nie umiem dzielić się wszystkim z kimś, nie umiem już prosić o pomoc. Wolę sama działać niż się zawieść kolejny raz... Może za bardzo drażni mnie myśl, że zawsze tylko ja pielęgnowałam tą niby przyjaźń, to ja zawsze muszę pisać, dzwonić, odwiedzać, a gdy ta druga osoba milczy to jest w porządku. Ale nie jest, bo każdy chciałby by ta druga strona zapytała "co słychać", zainteresowała się czemu przyjaciel milczy, czasem trudno jest coś powiedzieć, łatwiej jest odpowiedzieć na pytania, ale skoro przyjaciel nie pyta, to chyba oczywiste, że nie chce wiedzieć.

Nie można się przyjaźnić biorąc ciągle i biorąc, w przyjaźni trzeba też dawać coś od siebie, bo chociaż uważalibyście kogoś za najlepszego przyjaciela, a sami dla niego nie będziecie dla niego prawdziwymi przyjaciółmi to się rozpłynie, tak mi się przynajmniej wydaje. Może moje myślenie jest błędne?


I przeraża mnie jeszcze jedna kwestia, dotycząca przyjaźni damsko-męskiej, że jedna zła decyzja, może zniszczyć wszystko, dokonać spustoszenia w naszym życiu. I może dlatego, że przyjaźń między kobietą i mężczyzną jest niewątpliwie "trudna" to sprawia, że takie przyjaźnie są najpiękniejsze...




Miłej nocy, jestem ciekawa co dziś mi się przyśni...





Komentarze

  1. Ja wierzę w przyjaźń damsko-damską o ile każda ze stron czuje sie dobrze w tym układzie. Domi, zastanawiałaś się czasami czemu to Ty ciągle słuchasz, radzisz, pomagasz? Pomyśl, może zbudowałaś wokół siebie taki mur zajebistości - tzn, że Ty sobie ze wszystkim poradzisz sama i nie zwierzasz się nikomu.... może.. zresztą to rozmowa na wieczór z winem a nie otako tu... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Rene... Takie z nas Heroski, że to nam przypada nieszczęsna rola powiernika, pomocy i wsparcia. Niemniej Dolka 3maj się są na świecie baby, z którymi naprawdę można konie kraść, albo przynajmniej robić zamęt w blogosferze :)

      Usuń
    2. No z Wami to bym się napiła i pogadała :D Jesteście mega! Zawsze mnie wspieracie! Dziękuję :)

      Usuń
    3. Rene, nie wiem czy to mur zajebistości czy po prostu moja lojalność ich przyciąga :)

      Usuń
  2. Ja miałam kiedyś przyjaciółkę, w podstawówce. wydawało mi się, że to przyjaźń, bo skończyło się wraz z wyborem liceum. Wtedy zrozumiałam, że to nie przyjaźń. Przyjaciel to bardzo ważny ktoś, nieważne czy kobieta czy mężczyzna, ważne żeby był fair wobec mnie, powiedział prawdę, nawet jeśli mnie zaboli, ale też przytuli gdy będę w dołku, znajdzie dla mnie chwilę, ale też sam się otworzy jeśli będzie chciał.Uczciwy, żeby za plecami mnie nie obmawiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś napisałam post o tym jak koleżanka dupsko mi obrabia za plecami.

      Usuń
  3. Ja już w wiele rzeczy w życiu zwątpiłam, ale przyjaźń jest najważniejszą z nich... Cóż, mam teraz super koleżanki, jest fajnie, miło, dobrze nam się gada, ale... już raczej nikogo nie nazwę... Bo przyjaciel, a raczej Przyjaciel, powinien być obok ZAWSZE, bez względu na wszystko, a ja zbyt wielu "przyjaciół" straciłam... Dola, mam nadzieję, że Ty spotkasz w swoim życiu jeszcze kogoś, kogo z pełnym przekonaniem będziesz mogła nazwać swoim najprawdziwszym Przyjacielem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem czy spotkam, póki co nie jest mi to chyba pisane :) i szkoda, że mam tak daleko do Ciebie :(

      Usuń
  4. Przyjaźń damsko - męska może istnieć tylko w związku dwojga ludzi, inaczej nie ma szans, że nie zamieni się to w "coś więcej" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są przypadki, że nie przeradza się w nic więcej i to jest piękne :)

      Usuń
  5. Dola o przyjaźni damsko-damskiej napisałam cały poemat :) Jeśli nie czytałaś to zajrzyj do http://nieidealnaanna.com/do-tanga-trzeba-dwojga/ myślę, że czujemy podobnie..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znajdę chwilę to przeczytam z przyjemnością :)

      Usuń
  6. Ja "przyjaciółek" miałam w życiu kilka - i przejechałam się równo. Teraz bardzo sceptycznie do tego podchodzę. A w przyjaźń damsko-męską nie wierzę - według mnie jest to możliwe tylko wtedy, gdy albo ludzie są w związku, albo jedna osoba jest homoseksualna i druga o tym wie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj można bardzo się przejechać na przyjaciołach...

      Usuń
  7. ja do "przyjaźni" jestem bardzo ostrożna, mam mnóstwo koleżanek, bliskich koleżanek ale przyjaciółkę mam jedną i tak jest dobrze :) a sny czasami są niesamowite i w ogóle nie nie można ich opowiedzieć!

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, lepsza ilość niż jakość :) oj tak czasem nie da się opowiedzieć tego co nam się przyśniło.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Koniec bloga...

Urodomania czy Kosmetykomania, która drogeria lepsza...